Niezaleznaja Respublika

Niezłomny - książka i film.

 

Ciężko mi to pojąć, ale z książki Hobbit potrafią zrobić kinową trylogię, a z Niezłomnego tak krótki film. Wiem, że chodzi o pieniądze, ale dalej nie przyjmuję tego normalnie. Nie pojmuję również wytypowania nazwiska reżyserki, która nie ma doświadczenia, a takie przydałoby się w filmie o tematyce wojennej. Nie będę wymieniał nazwisk reżyserów, którzy sprawdziliby się lepiej, ale mógłbym wymienić takich kilka.

 

Jednak wrócę najpierw do książki, która jest rewelacyjna i daje mocnego, pozytywnego kopa. Jeśli tak można napisać o historii człowieka, który przeżył piekło. Na mnie takie tytuły działają motywująca, bo wiem wtedy, że człowiek może przeżyć najgorsze rzeczy, jeśli tylko wierzy i ma silną wolę. W moim przypadku jest z tym ciężko, dlatego "Niezłomny" pozytywnie nastawił mnie na kilka miesięcy.
Książkę czyta się jednym tchem, a mi zajęło to dwa dni. Uwierzcie mi, że ciężko się od niej oderwać i można zarwać nocki przez ten tytuł. Po prostu trzeba wiedzieć co czeka bohatera na następnych stronach. Dawno nie czytałem książki, która tak działa na moją wyobraźnię. Nie napiszę, że czułem to samo co Louis Zamperini, bo musiałbym przeżyć to wszystko, ale ma się dziwne wrażenie, że jest się koło niego. Książka jest napisana lekko i bez zbędnych fajerwerków. Wplecione są w niej jedynie krótkie statystyki, liczba ofiar i krótkie historie innych bohaterów.

Czasami ciężko pojąć, to co działo się z bohaterem i ma się wrażenie, że jest to zmyślone. W pewnych momentach człowiekowi wydaje się, że jedna osoba nie może przeżyć takiego piekła w tak krótkich czasie. "Niezłomny" wzruszyć może nawet najtwardsze osoby i tak było też ze mną. Nawet życie po wojnie nie jest usłane różami. Dlatego ciężko mi pojąć, to co zrobiła Angelina Jolie.

 

Na Filmwebie oceniłem film na 7/10, ale tylko ze względu na opinię znajomych, z którymi byłem w kinie. Gdy ktoś nie czytał książki to pewnie mógłby dać jeszcze wyższą ocenę. Osobiście mi ocena wyszła 5/10, ale uśredniłem ją z ocenami bliskich. Po przeczytaniu książki wiedziałem, że nie wyjdzie z tego wybitne dzieło. Z tej książki na pewno trzeba zrobić film trwający przynajmniej 3 godziny, w którym trzeba zadbać o szczegóły. Niestety, szczegóły zabiły tę produkcję, która wyglądała jak nieszczęśliwa historia, a nie najgorsza rzecz jaka może przytrafić się człowiekowi. Pomijam pewne rozbieżności, bo w pewnych momentach sceny musiały być zmienione na potrzeby filmu.

 

Dlatego zachęcam najpierw do przeczytania książki, a później do oglądania filmu. Jeśli jednak ktoś już obejrzał tę produkcję, to musi pochłonąć książkę i przekonać się, że historia Louisa Zamperiniego jest o wiele dłuższa i niestety bardziej brutalna niż pokazano to w filmie.

Dodatkowo dochodzi średnia gra aktorska pewnych osób. Główny bohater pasował nawet bardziej niż sobie to wyobrażałem. Jednak oprawca w obozie japońskim nie podszedł mi w ogóle. Wiele osób przeszło największe gówno przez niego, a w filmie w ogóle tego nie odczułem. Była to rola byle jaka i obojętna do maksimum.

Teraz czytam

Władca liczb
Marek Krajewski
Mężczyzna, który tańczył tango
Arturo Pérez-Reverte, Joanna Karasek